Nie wybrał dobrze, odmowa ratyfikacji była dla Europy rozwiązaniem korzystniejszym. Ale jest jak jest, i ten konkretny stan rzeczy należy przyjąć bezstronnie, jako warunki początkowe do planowania dalszej gry. Nie będę łudził się nadzieją, że ratyfikacja nie dojdzie do skutku, bo odmówią jej Czesi, albo Irlandczycy. Mało kto się spodziewa, że najbardziej prawdopodobna jest niemiecka odmowa ratyfikacji, ze względu na skargę konstytucyjną wniesioną przez posła Gauweilera do Federalnego Trybunału w Karlsruhe.

Zastanówmy się.
Cała myśl skupiona w polskich i europejskich elitach skoncentrowana jest na poglądzie, że integracja jest korzystna dla Europy, że dobrze na tym wychodzimy.
Dlaczego integracja jest dobra? 
Bo tak! Nie istnieje i nie jest dyskutowany żaden argument, to jest dogmat.

Czy znajdzie się jeden polski intelektualista, który zainteresuje się tym, co trzeba przemyśleć i sprawdzić, aby wybrać właściwą kartę, która będzie prawdziwą przepustką w XXI wiek?
Co naprawdę jest dobre, a co złe?

Chodzi o sprawdzalny i porządnie uzasadniony wybór, a nie o losowanie. 
Nie można grać o los swoich dzieci w ruletę.
 
Jak wybrać kartę, która może zagwarantować sukces? 

Ktoś powiedział, zupełnie niegłupio, że chcąc dobrze przewidzieć szanse na przyszłość, zamierzając trafnie wybrać wariant optymalny, trzeba koniecznie włączyć do kalkulacji dyskusję wariantów skrajnych, analizę ryzyk, a także analizę marginalną. Myśląc o przyszłości Europy nie wolno rezygnować z poważnego rozważania takich wariantów. Zaniechanie rozważania takich hipotez może zakończyć się faktycznym zrealizowaniem wariantów najbardziej ekstremalnych.  Mówiąc o przyszłości Europy, nie tylko polskie elity zachowują się jak Dyzio marzyciel. Myślą jedynie o idylli integracji.
Czczą unię bałwochwalczo, bogini Europa jest doskonała i bez skazy.
Wszelkie próby podjęcia krytycznych analiz są piętnowane jak herezje. Krytyczni analitycy traktowani są jak wrogowie, zapędzani są do odrutowanego kojca z etykietą "eurosceptycy". Na tym polega głupota tych wszystkich "histerycznych euroentuzjastów". Mówiąc klasycznym językiem, aby żyć w pokoju, należy przygotowywać się do wojny. A ich bałwochwalstwo zamienia się w procedury sennych marzeń strusiej polityki. także i dosłownie wojskowej. Ktoś ładnie zauważył: Europa ma armię Szwejków. Dotyczy to nie tylko sił zbrojnych pod flagą europejską, ale także armii narodowych, niemieckiej, francuskiej, ... 

To nie są żarty. Może być tak, że dożyję momentu, gdy zobaczę jak legiony małych żółtych ludzików o kręconych włosach i semickich rysach prowadzić będą w łańcuchach Monikę Olejnik, Tomasza Lisa, Bronisława Komorowskiego i setki podobnych,...
będą wlec ich na targ niewolników,...
Taki koniec ich snów o potędze, takie zwieńczenie ich karier jest prawdopodobne.
Dzisiaj, teraz, jeszcze można temu zapobiec.

Wracam więc do dyskusji w miejscu, w którym została przerwana prima aprilisowym incydentem w polskim Sejmie. Dyskusja została przerwana dokładnie tutaj, w momencie, gdy Paweł P w swoim komentarzu[1] zainteresował się trochę innym wariantem negatywnej prognozy: 

Zapoznałem się z kilkoma różnymi ocenami warunków stabilności systemu, zwanego Unią Europejską i testowanie kilkunastu hipotez statystycznych doprowadziło mnie do konkretnego wyniku. Unia Europejska rozpadnie się za siedem lat, wchodząc w okres szybko postępującej ruiny i rozdrapywania resztek przez różnych napastników. Ta prognoza nie jest żadnym żartem, została bardzo porządnie zweryfikowana, naukowo przedyskutowana i nie budzi żadnych wątpliwości.